No to zaczynamy ! Zostawajcie komentarze 
- Ummmmuuj - wydałam z siebie dźwięk niezadowolenia, robiąc minę zbitego pieska - Gdzie teraz ? Yaaaaaaammmaaaaaaaaai ! - zrobiłam naburmuszoną minkę, wlokąc za sobą lolicią walizkę. Lotnisko w Seulu jest niemiłosiernie duże! Wyszłyśmy z samolotu, odebrałyśmy walizki i zostałyśmy wepchnięte w tłum ludzi.
- Ttalgi >딸기-truskawka< Uspokój się i przede wszystkim uśmiechnij się, doskonale wiem, gdzie iść. - Powiedziała, wystawiając rączkę do mnie. Ona ma taki ciepły uśmiech. Chwyciłam jej dłoń, a ona pociągnęła mnie idąc prosto. Mijające nas starsze panie były oburzone naszą postawą. Że niby to jest nieprzyzwoite trzymanie się za ręce.
- Widzisz, jesteśmy ! Susangja ! >수상자-zwycięzca< - Yamai wydała okrzyk zadowolenia. Rozglądnęłam się powoli.
- Ale to jest przystanek autobusowy! Gdzie jest nasz domek? - popatrzyłam się błyszczącymi oczkami na Yumai. Ona uśmiechnęła się i pociągnęła mnie do jakiegoś autobusu. Ja oczywiście założyłam słuchawki i puściłam playlistę z kpopowymi remixami. Muzyka tak mnie porwała, że przy tym prawie tańczyłam, ale właśnie taki miałam humor. Jechałyśmy dość krótko, więc po chwili wysiadłyśmy i krótki odcinek szłyśmy pieszo.
- Uffff ... To tu ! - powiedziała Yumai z wielkim uśmiechem na twarzy, a ja gapiłam się na nasz dom z wyraźnym zaskoczeniem. To jest domek jej mamy i taty, ale gdy mama i ona wyjechały, tata zapisał domek Yumai i sam gdzieś wyjechał. Był baaardzo duży, z tarasem. Takie domki mają zespoły kpopowe, takie tradycyjne koreańskie. Nigdy o takim nie śniłam i jeszcze te drzewa wiśniowe w ogrodzie. Zaczęłam tańczyć, a moja lolicia sukieneczka wirowała. Za ten czas Umma wzięła nasze walizki i zaniosła do domku. Ja również weszłam do środka. Było cudownie, domek jak ze snów.
- Burrr burr- udawałam odgłosy burczenia w brzuchu. Yumai popatrzyła się na mnie pytająco. Ja pokazałam na brzuszek, a ona zaraz na to rzekła:
- Nie mamy nic w lodówce... Musimy wyjść na miasto.
- Huh ?- Uśmiechnęłam się i chwyciłam torebeczkę. - No to chodźmy.
Wybiegłam wesoło z naszego cudownego domku. Moje szczęście jest nie do opisania. Jakby w moim brzuchu właśnie latało sto motylków, Zostawiłam wszystko w Polsce, moje zmartwienia co do rozwodu. Rodzice i tak się mną nie zajmowali. Mama ciągle ganiała po sklepach nie mając umiaru, narobiła wielkie długi i bardzo często przychodził komornik. Pamiętam, jak raz zabrał moją laleczkę, którą miałam od dzieciństwa. Wtedy kopnęłam go i wyrwałam mu tą lalkę z rąk. Od tamtej pory zawsze jest przy mnie, tzn. lalka, nie komornik. Tata, gdy mama była w galerii przyprowadzał różne panie i robił z nimi dziwne rzeczy,ale gdy byłam mała nie rozumiałam tego i często tylko patrzyłam zaciekawiona.
- Ramennnnn!!!- wykrzyknęłam, prawie wylatując z wózka marketingowego. Wyglądałam jak taka duża lalka.
- Seupeonji >스펀지-biszkopt< przestań się wygłupiać - przyjaciółka popatrzyła na mnie surowo. Widziałam, że w jej oczach jest powaga, więc wysiadłam z wózka z miną zbitego psa.
- Ekheeem - dało się słyszeć znajomy głos. Zorientowałam się, że przez przypadek w kogoś weszłam. Podniosłam wzrok, po czym stałam chwilę nieruchomo, gdy zauważyłam, że wpadłam na .... - mojego biasa- Key !!! Musiałam śmiesznie wyglądać z otwartą buzią tuż przed nim, a on w sumie też był zaskoczony, że "nie rzuciłam się" na niego jak inne fanki. Gdy otrząsnęłam się z szoku, poprosiłam po koreańsku o zdjęcie i autograf na nim. (chodzi o taki aparat: https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEilduDHUhk5T8aKKXFnSOuw7QXs1E2fgLariv55B8h9JjIrdFdjhO30Xbtt30ymNv8o3VGvgU6d5eLPgkJBO6Il-7xGed6pea6TD9iD0mZnr7i5HZUW5HrGGbResLM3reBnnas93t_4HFU/s1600/Fashion+polaroid+3.jpg ) Key uśmiechnął się (ahhhh do końca mojego życia będę pamiętać jego uśmiech) i zgodził się na zdjęcie. Wyszło cudownie i równie cudownie je podpisał : "Dla słodkiej Ceami ~~ Key ♥" a na samym dole znajdował się jego numer telefonu. O kurczę, taka przygoda już pierwszego dnia w Seulu? Nigdy tego nie zapomnę, pomyślałam, a Yumai jakby czytając mi w myślach przytaknęła mi ruchem głowy. Nie mogłyśmy się skoncentrować na robieniu zakupów wiedząc, że Key jest zaraz obok. Byłyśmy jednak opanowane, bo wiedziałyśmy, jakie to ważne dla naszego Oppy.. Podsumowując, kupiliśmy ramen, jakieś picie w puszce, ciasteczka (które wybrał mój bias) i kilka różnych gotowych dań. Nie za bardzo wiem jakie, bo wrzucałam wszystko po kolei, jak to robią na filmach. Wróciłyśmy do domu, a ja od razu ruszyłam do naszego pokoju i nad moim łóżkiem przylepiłam dzisiejszą fotografię. "Nie będziesz samotna" powiedziałam do niej w myślach.
Długo się zbierałam, żeby to napisać. Jak dla mnie nie jest jeszcze wystarczająco długie, ale mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza ^w^. Proszę o szczere opinie na temat tego opowiadania. Warto je kontynuować ?